wtorek, 26 sierpnia 2014

XIII Rozdział

   -Więc... Emily. Nie znam się na dzieciach. Nie wiem jak się tobą zająć.- zamruczałem siadając przy stole na przeciwko niej.- Ile masz lat?
  -Osiem. - odparła. Bylem przekonany, że mniej. Wysiłek, głód i pragnienie robią swoje. Była tak drobna...- Nie musi się pan mną zajmować...
 -Nie, nie, nie!- przerwałem jej. Kobiecy foch 'Nie chcesz - Nie musisz'. - Chodzi mi o to, że nie umiem, a chcę. I nie mów do mnie pan. Jestem Ben. Z wielką chęcią się tobą zaopiekuję nawet jeśli miało by to trwać całe życie. Posłuchaj.- Przyklęknąłem przed nią. - Wiem, że mnie nie znasz, ale ja nie zrobię ci krzywdy. Przyda mi się taka mała ślicznotka w domu. Nie będzie mi nudno.
   Na jej malutkiej twarzyczce pojawił się szeroki uśmiech. -
 -Chcesz, to potem pójdziemy na zakupy... na miasto. Ale tylko jeśli ty chcesz.
   Pokiwała szybko główką nadal się uśmiechając... Nigdy nie zastanawiałem się nad tym jak chciałbym dać na imię mojej córce, ale jakby się teraz nad tym bardziej zastanowić Emily byłoby świetne.
   Teraz pytanie dlaczego nigdy się nad tym nie zastanawiałem... Bo nie myślałem o przyszłości. O małżeństwie, dzieciach, a nawet karierze. Jestem tak ograniczony, że ledwo myślę o teraźniejszości, bo żyję przeszłością... Minęło tyle lat, a ja nadal myślę tylko tym... I istnieją tylko dwa sposoby na umilenie mi życia... Muzyka i Ashley to jedyne odskocznie od przeszłości. Kiedy gram lub kiedy jestem z Ash liczy się to, co jest w danej chwili... Jakie to słodkie... Prawda?

    Wieczorem wybrałem się z moją nową przyjaciółką na małe zakupy. Sukienki, sukienki, sukienki... Po co kupować w zimie sukienki? Siedemnasty grudnia... Centrum handlowe... Prezenty. Jecane prezenty... Ashley, Sam, Aleksandra, Andre, Nathan, EMILY...
   Małej Emily pozwoliłem wybrać prezent samodzielnie... I tak nie wierzy w Mikołaja. Wcale jej się nie dziwię... Nigdy nie dostała prezentu na gwiazdkę. Trochę przykre, ale niestety prawdziwe...
 -Ben.- powiedziała Emily kiedy wracaliśmy do domu.- Bycie dorosłym jest fajne?
 Kurczę. Dobre pytanie...
 -Ehm... Wiesz... Nawet jest fajne, ale bycie dzieckiem jest lepsze. Dzieci nie muszą płaci rachunków, pracować.Ale za to kiedy jest się dorosłym można więcej. Mogę prawie wszystko, ale tylko jeśli mam pieniądze, więc nie jest też to takie fajne...
 -Czyli bycie dzieckiem jest fajniejsze?
 -Zależy. Moje dzieciństwo było nawet w porządku, więc moim zdaniem tak... Może moi rodzice nie grzeszyli majątkiem, ale było naprawdę... fajne.

Powiedzmy, że nic specjalnego się nie działo. Samuelowi i Alexandrze prezenty wręczyłem wcześniej, ponieważ wyjechali do Los Angeles na czas świąt. Szkoda... Emily i Natha nie ciągnęło jakoś specjalnie do spędzania ze sobą czasu. Nat uznał, że to głupie i nieodpowiedzialne. Ashley wpadała do mnie i polubiła Emily... Z wzajemnością... I tak minęły trzy dni. Spokojnie, przyjemnie w pewnych momentach uroczo, jednak cały mój błogi nastrój zmienił się wieczorem kiedy to na wpół obolały wsiadałem do mojego SUV'a, aby spotkać się z Bernardem i jego gorylem pewnie też... Nie wiedziałem, czy znowu mnie pobiją, czy już kompletnie pozbawią życia, ale prostym było, że spotkanie nie będzie najmilsze. Tego po Bernardzie nie mogłem się nigdy spodziewać. Tyran przez wieki na wieki. Choć drażnił mnie jego temat i wszystkie wspomnienia z tamtych czasów, to... przecież nie można uciekać przed problemami. Trzeba stawiać im czoła... Mam wrażenie, że wcale się nie boję... Bólu, a nawet śmierci... Czy ten człowiek... Ten okrutny człowiek nie mógł wybrać innego momentu. Akurat kiedy wszystko zaczęło się powoli układać? Do tego przed świętami! No tak... On jest tak bezduszny, że nawet jako chrześcijanin nie obchodzi świąt Bożego Narodzenia. No nie mogę gościa!
   Opisywać gdzie zjechałem nie muszę. Proste... Tak samo jak wtedy. Bernard stał oparty o granatowego Pick up'a oczywiście u boku mając swego wiernego goryla... Wziąłem głęboki wdech. Glany są? Są! Boroń obecna... Siła jest. Lecz odwagi brakowało. Mam nadzieję, że zrozumiałym jest dlaczego tak się sram. A jeśli nie, to spieszę wyjaśnić! Trudno jest staną twarzą twarz z człowiekiem, przez którego doznało się tyle bólu i strat.
 -Witaj Benjamino... - odezwał się. Brrr. Ten bas, ta chrypa.
 -Mhm...- moje mruknięcie zdawało się być nie na miejscu, ale z niegrzeczności nie odpowiedziałem.- Powiedz mi. Jak t sobie wyobrażasz? Dlaczego to robisz?
 -Nie wyobrażam sobie tego wcale. Dlaczego? Oh. Uwierz mi. Bardziej od twojej siostry miałem ochotę zerżnąć ciebie. - zaśmiał się. Słyszeliście kiedyś coś tak absurdalnego? Bernard... ON chciał Mnie przelecieć... - Nawet nie wiesz jak mnie wtedy pociągałeś, a teraz kiedy zmężniałeś, stałeś się jeszcze przystojniejszy... Pragnę cię jeszcze bardziej. Twoi rodzice pożałowali tego, że spłodzili coś, co zaczęło mnie w taki sposób pociągać.
   Naprawdę. Nigdy mnie tak nie zamurowało. Nie miałem zielonego pojęcia co mu odpowiedzieć... Bernardo Dionisi. Mężczyzna, którego pragnie większość kobiet... Jest gejem. Mało zabawne zjawisko. Współczuję wolnym panią... Ach. Jest jeszcze Vittoria, a ona pewnie nie wie. Przykre (wypowiedź przepełniona sarkazmem)
 -Yyy... Błagam Cię. Zabij mnie, ale nigdy więcej mi tego nie mów. Mogłeś nazmyślać. Serio...
 -Powiedziałem Ci tylko prawdę. - Jego głos zrobił się miły i potulny. Nie pasował do jego mrocznej postaci.
 -Wiesz... Za taką prawdę, to ja może jednak podziękuję. Nie chciałem i nie musiałem tego wiedzieć.- ta sytuacja była tak żenująca, że aż zabawna. Przyznam się śmiałem się, co chyba zachęciło napalonego Włocha...
 -Mogę Cię oszczędzić, jeśli mi się oddasz.
   Patrzyłem na niego przez chwilę. Zdziwienie było widoczne na mojej twarz. A jakby inaczej... Choociaaż. Nie na długo, gdyż zostało zastąpione niesamowitym rozbawieniem. tak. Niespodziewanie wybuchnąłem śmiechem moi drodzy. Dzień mojej egzekucji, a ja się śmieję. Coś bardzo, bardzo głupiego, bo grzeczność z głosu Bernarda zniknęła.
 -Okej. Nie to nie. Prosić cię nie będę. Zawsze mogę posłużyć się twoimi zwłokami. - mówił poważnie, a mi nadal chciało się śmiać. Depresja jak nic. Psychiatra nie pomaga, Moi Drodzy. I właśnie jedną z moich ,myśli było 'Jak przeżyję, to od razu się wypisuję.'
 -Dobra. Człowieku skończ pieprzyć bzdury!- krzyknęła złotowłosa Włoszka.
 -Vittoria nie wtrącaj się!- ah... te kłótnie kochanków.
 -Wszyscy dobrze wiedzą, że do zabicia Ben'a posłużysz się nim- wskazała dłonią goryla- Więc nie rób z siebie takiego bohatera. Ben przynajmniej ma jaja. a ty jesteś zwykłym słabym, tchórzliwym...
 -Cisza suko! - warknął i odepchnął ją. Odbiła się od samochodu i padła z hukiem na żwir. - Leonardo! Rób swoje!
   Nawet nie wiecie jakie to okropne uczucie kiedy jest się przyciskanym do kamieni przez czyste sto kilo masy. Coś okropnego! Ból z każdej strony. Ból w każdej części ciała. Wbijające się w plecy bezlitosne, ostre kamyczki. Użyć broni, nie użyć broni. Użyć, nie użyć, Tak,nie! Odrzucając na drugi plan ten niemiłosierny ból rozgniatanych kości obróciłem Leo na plecy i przysadziłem soolidnego kopniaka między nogi. Nieczyste zagranie, ale cóż... Było to konieczne. Wstałem. Następny ostry kopniak. Tym razem w brzuch czubkiem glana. Jako zły człowiek popadłem w samouwielbienie słysząc soczysty, zachrypnięty krzyk mojego napastnika. Uderzenie w głowę... Nie byłem aż tak zły... O nie! Miałem nadzieję, że ostanie uderzenie go nie zabiło... I nie jestem aż tak zły, ponieważ odciągnąłem od Vittori dobierającego się do niej Bernarda, a to, że potem poczyniłem z nim podobnie jak z Leonardo, to już inna sprawa, bo wiedziałem, że tego pożałuję...
 -Grazie. Posłuchaj...
 -Nie. Sorry, ale to Ty posłuchaj... Musimy coś z nimi zrobić. Powiesz mi gdzie mieszkają...
 -Nie mogę. Bernard mnie chyba za to zabije.- zakryła twarz dłońmi.
 -Viki. Nie zabije cię. Zaufaj mi. Ja pomogę tobie, a ty pomożesz mi. Dobra?
   Pokiwała głową i wstała powoli, pomogła umieścić nieprzytomnych na tyłach mojego auta.
   Nie mieszkali daleko ode mnie. Nasze domy dzieliło zaledwie pięć kilometrów. Już po mnie.
Okej, okej. ja zły lecz bardzo dobry... Pozwoliłem Vittorii zatrzymać się u mnie. A teraz: 'Buu. Ty debilu! Ty zdrajco! Imbecylu i kretynie!' Ależ dziękuję. Jak już wspomniałem. Ona pomoże mi, a ja pomogę jej, a że akurat potrzebowała takiej, a nie innej pomocy, to już nie moja wina. No nie jestem przecież aż tak zły, żeby nie dotrzymać obietnicy. A wiecie... Ja... Bardzo sprytny ja zadzwoniłem do Ashley z prośbą o spotkanie. I jako, że biedny ja. Wspaniały, pomocny facet oddałem swoje łóżko, to i nie miałem gdzie spać.
 -I, że ja mam cię przenocować?- Ashley spojrzała na mnie spode łba.
 -Tylko parę dni. - I tak długo nie pożyję. - Potem się zmyję i nie zobaczysz mnie przez miesiąc.
 -Ee... No nie. Bardzo się cieszę, że będę mogła mieć cię pod ręką, ale z tego powodu nie chcę cię tracić nawet na miesiąc. - jakbym był sam, to pewnie już dawno bym się rozkleił. No przecież to będzie dłużej niż miesiąc. Całe życie. Dziewczyno nie zobaczysz mnie więcej nigdy! - Tylko wiesz... Jako, że ie mieszkam sama muszę zapytać rodziców o zgodę.
 - No oczywiście! Pytaj. Koniecznie. - puściłem do niej perskie oko. - Dasz mi znać w takim razie. Chyba, że chciałabyś się gdzieś ze mną wybrać.
 -A gdzie? - Na jej twarzy pojawił się wspaniały, szeroki uśmiech.
 -Do kina, do baru, do restauracji. Gdzie tylko zapragniesz. Do biblioteki nawet. Z chęcią poduczę się języka, akcentu, bo mam kiepski.
 -Nie jest wcale taki kiepski. Słychać, żeś nie tutejszy, ale jest bardzo dobrze. A włoski akcent jest nadzwyczaj seksowny.
 -Tak sądzisz?- zachrypiałem cicho. Przybliżając się jeszcze bardziej  .
 -Stary. Nie poderwiesz mnie z poobijaną twarzą. - zaśmiała się po czym pocałowała w policzek. - To chodźmy do tego kina.
 -Zauważyłaś jak bardzo nie oryginalni jesteśmy? Kino. Takie przereklamowane.
 -Ćśś. Możemy być czasem normalni. - pociągnęła mnie za rękę w stronę najbliższego kina. Wspominałem już, że nie lubię chodzić do kina? Wolę zostać w domu i spokojnie obejrzeć sobie film, a nie słuchać szeleszczenia  paczek po czipsach i ciągłych komentarzy i chichotów. Nope. To nie dla mnie, ale, że w moim domu nie jest teraz spokojnie... Wolę iść do kina niż siedzieć z Vittorią. Nigdy nie pomyślałbym, że ją spotkam, a co dopiero, że u mnie zamieszka. Zamieszka... Zamieszka... Tak, Jestem debilem. Okropnym kretynem. Przecież ja jej nie wierzę! Nie kocham jej już... Zmieniła się i to bardzo. Z wyglądu jak i z charakteru wydoroślała, jednak i stała się... trzeba przyznać wredną suką, choć powinienem być jej wdzięczny, że mi pomogła, ale za to okazała się być fałszywa wobec Bernarda, który bądź co bądź ja pieprzył, a nawet jak się kogoś tylko pieprzy to ma się wobec niego jakieś tam zobowiązania... No, ale co ja tam wiem?
   Film trochę nudnawy. Ni to romans ni dramat. No słaby muszę przyznać... Wspomniałbym co to za film, ale nie, bo posypią się obraźliwe komentarze. {Zawsze jakaś zachęta na komentowanie}
 -Ashley?- odezwałem się. Spojrzała na mnie. Śliczna. - Muszę... Znaczy się chcę ci wytłumaczyć dlaczego nie mogę spać u siebie. Nocuje u mnie parę dni znajoma...
 -Znajoma? W czym ona przeszkadza? - była naprawdę zdziwiona.
 -Bo jestem z tobą. To znaczy, bo z tobą coś mnie łączy, a ta znajoma to... moja była dziewczyna.
   Przystanęła na chwilkę i popatrzyła w przestrzeń. Poruszyła ustami 'była' po czym się uśmiechnęła. Spojrzałem na nią spode łba.
 -Dziewczyna ze wspaniałym aczkolwiek dziwnym poczuciem humoru. Ale tak Cię uwielbiam. - objąłem ją i pocałowałem we włosy.
 -Uwielbiasz mnie? - teraz to ona pocałowała mnie. Zrobiło to śmiało i sprawnie. Chociaż, że zaczął padać cholerny śnieg, pizgało jak nigdy, to było to ciepłe i przyjemne. Przy niej chyba sobie uświadamiałem, że jednak cholernie boję się śmierci, że jej nie chcę, bo przecież życie jest tak piękne nawet dla takich dupków jak ja. Jestem osobą wiecznie niezadowoloną z życia, choć mam tyle powodów do uśmiechu, ale aby być szczęśliwym przeszkadzają mi wydarzenia z przeszłości i mój stan psychiczny spowodowany tymi wydarzeniami i chyba nic już mi nie pomoże. Zostanę ponury na wieki. Alem też sam siebie dobijam zamiast sobie pomagać.Chcę być wesoły? To dlaczego siedzę w wiecznie zimnym stanie Washinkton, który bądź co bądź jest bardzo popularny, a swoją popularność zawdzięcza powieści Zmierzch, która jest tak samo idiotyczna co 50 Twarzy Grey'a.
 -Bardzo.
 
    Pani Greene chodziła po dużej kuchni przygotowując kolację. I tak. Emily też zostaje u Greenów.
 -Powiedz mi Ben - zaczął Charlie przerywając czytanie powieści - Skąd pomysł, by zaopiekować się dzieckiem?
 -Sam nie wiem... Po prostu kogoś potrzebowała. Zawracam państwu głowę...
 -Nie, nie Ben. Każdy potrzebuje pomocy! - ożywiła się Ellie. Nadal było mi głupio. Niezręczna sytuacja, ale co poradzić? Trzeba z tym żyć.
    A co do pomocy. Zrobiłem coś bardzo głupiego, bo to, że komuś pomogłem spowodowało, że sam zacząłem pomocy potrzebować. Przez swoją własną głupotę namieszałem w tej historii niesamowicie.
 -Ashley opowiedziała nam wszystko. O tej dziewczynie o Twoim koledze. Rozumiemy, że nie chcesz teraz z nimi przebywać i, że nie zostawisz z nimi dziecka. Masz zamiar zatrzymać Emily?
 Tak. Jeśli już pojąłem się opieki, to tak zostanie. Tylko jeśli mam ją zaadoptować muszę znaleźć dla niej warunki. Moje mieszkanie jest małe, mieszkam ze zdemoralizowanym alkoholikiem i ćpunem. Nie dadzą mi jej.
 -Nie możesz tak myśleć, ale nawet jeśli, to możesz zacząć się starać o adopcję kiedy wszystko Ci się ułoży. Kiedy na przykład wyprowadzi się Twój kolega...
 -Bo tak na prawdę w Twoim mieszkaniu pomieszczą się dwie osoby. Trzy to już trochę tłok- wtrąciła Ashley.- W każdym bądź razie wystarczy rozmyślania. Choć, pokażę Ci gdzie będziesz spać.
   Pociągnęła mnie za rękę na górę. Z tego co pamiętam jej pokój znajdował się na końcu korytarza po prawej stronie, zaś ten, w którym ja przebywałem znajdował się tuż obok.
 - A mała? - spytałem kiedy weszliśmy do środka. Mały, beżowy pokój z brązowymi meblami i dwuosobowym łóżkiem. W ich domu było bardzo ciepło i trzeba przyznać, że bardzo przytulnie.
 - Na dole z Jackiem. - uśmiechnęła się lekko. Ująłem jej dłoń... I myślałem, że mnie szlag jasny trafi. Zamknąłem szybko drzwi i pociągnąłem ją dalej od nich.
 - Co ty robisz? - oburzyła się kiedy zacząłem unosić jej lewą dłoń.- Zostaw!
 -Czy ty do cholery jasnej zwariowałaś?- warknąłem. - Dlaczego to to robisz?
 -Już tego nie robię. - za wszelką cenę próbowała wyrwać nadgarstek z mojego uścisku. Po jej policzkach spłynęły łzy, a ja sam widziałem przez porcję słonego płynu. - Nienawidzę siebie. - zaszlochała. - Jestem chuda... Nie mów mi, żebym przytyła, bo nie umiem. Nie potrafię.
   Przyciągnąłem ją do siebie i objąłem.
 - Przepraszam, skarbie. Nie tnij się. Błagam, Ashley. - I mój głos wypełnił się płaczem. Z trudem łapałem powietrze. Ta wesoła, piękna osóbka nie toleruje swojego ciała. Okropne uczucie, wiedzieć, że ktoś na kim Ci zależy sam siebie krzywdzi, ktoś kto jest piękny wcale tak nie uważa.
   Ta, wiem, pizda ze mnie. Płaczę i dawno tego nie robiłem, ale każdy czasem tego potrzebuje.
 -Ty też się ciąłeś...- W odpowiedzi pokręciłem przecząco głową - Jak nie.- znów była zła - Widziałam przecież twój nadgarstek!
-Ja się nie ciąłem. Nie robiłem tego, żeby bolało. robiłem to po to, żeby się zabić, ale mi nie wychodziło. Coś robiłem nie tak...
 -Dlaczego?
  Znów pokręciłem głową. Nie byłem gotów, by jej o tym opowiedzieć. Już nie płakała, jednak jej policzki były czarne. Nie lubi siebie... Nie lubi swojego ciała. Wiem, że uważa siebie za ładną, ale nie za zgrabną, atrakcyjną. A dla mnie taka była i jest, będzie na zawsze.
   Najwspanialsza dziewczyna pod słońcem.
 -Niedługo się dowiesz.

    Hej... Ludzie! Taa... Trochę mi to zajęło. Nie miałam weny ani chęci. Dała Benowi trochę odpocząć i mam nadzieję, że mi to wybaczycie. tak więc jest XIII rozdział. Mam nadzieję, że się podobał.
   Nowy wygląd bloga. Podoba się? :D
     

4 komentarze:

  1. Kiedy część? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Będziesz prowadziła jeszcze tego bloga? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie sądziłam, że ktokolwiek to czyta. Chyba nie będę go już prowadzić. Mam pełno pomysłów ale nie mam pojęcia, jak to wszystko sklecić. ;) Sądzę, że kiedyś tu wrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam to opowiadanie :D cały czas zaglądam i patrze czy czasami nie pojawiła się następna część :3 mimo wszystko czekam na cd :)

      Usuń

Obserwatorzy