wtorek, 12 listopada 2013

V Rodział

     Przekręciłem kluczyk w zamku. Kiedy drzwi się otworzyły do moich zmysłów przybył piękny zapach smażonej cebuli i jajek. Po małej kuchni krzątał się Nathan, który choć poprzedniego dnia nieźle napity, i chociaż było parę minut po szóstej rano emanował tak charakteryzującą go żywiołowością  i żywością.
-Dobry- mruknąłem. Teraz akurat byłem jego przeciwieństwem... wczoraj było podobnie.
-Joł -powoli jego radość i mi się udzielała, ale powoooli :D
   Postawił przede mną talerz.Zawartość: jajecznica z cebulą oraz pomidorami. Całość: zachęcająco wyglądająca substancja stała o przyjemnym zapachu. Mniam! Parę chwil później do stołu zasiadł i Nathan. Kurcze jak ja się za tym gościem stęskniłem. Mój telefon znów uporczywie zadzwonił, wydobywając ze swych głośników ostrą próbkę metalu... Odebrałem:
-Barnes {tak. To jest nazwisko bohatera XD}- odezwałem się. Numer był mi nieznany. Zawsze przedstawiałem się, abym potem nie był zamęczany pytaniami 'Czy zastałem może Muffinę?'
-Tak. Wiem doktorze.- odezwał się znany mi głos.
-Cześć Don!- Donald to człowiek, który w pewnym sensie zastępował mi ojca. Mieszka na Alasce, więc nie widuję go często, ale znam go długo... Kiedy go poznałem byłem już za stary, żebym mógł zostać adoptowany, ale i tak czuję, że on i jego rodzina są mi bardzo bliscy. Jego żona Megan to miła czterdziestoparoletnia kobieta wyglądająca na trzydziestkę, a ich córka, piętnastoletnia Carly, ubierająca się na luzie, słuchająca wszystkiego co wpadnie jej w ucho, bardzo dobrze się ucząca, ciemna blondyna zastępowała mi bardzo młodszą siostrę, którą jak już wiecie, straciłem.
  Donald pracował w firmie zajmującą się przedsiębiorstwem, finansami, więc i trochę kasiorki miał.... Jednak był to człowiek dobry, uczynny...
-Ben. Carly ma teraz przerwę...
-Wiem.- dziwne, bo zaledwie miesiąc temu zaczęła rok szkolny.
-Dawno się z tobą nie widziała i chciałaby... chciałaby zostać u ciebie na tydzień, dwa...- przewał na chwilkę. Jego córka akurat coś odkrzykiwała.- Kazała przekazać, że jeśli jest jakikolwiek problem...
-Nie!- Przerwałam mu - Stęskniłem się za wami. A jeśli mam okazję spotkać się z Carls to... Oczywiście! Już nie mogę się doczekać!...- Teraz to ja przerwałam swoją wypowiedź. Eh. tak ciężko jest brać winę na siebie.- Don. Przepraszam, że nie dzwoniłem. Powinienem był zdzwonić zaraz po tym jak wróciłem z europy.
-Nie trap się tym. Wina leży także po naszej stronie. Wiedzieliśmy kiedy wracasz z misji... To ja przepraszam Ciebie.
-Wiesz? Chyba raczej nie powinno być tematu.- Och jak bardzo nie chciałem o tym rozmawiać- Było. Minęło. Nic nie poradzimy. Czasu się nie cofnie.
-Taak...- znowu przerwa. Znów z kimś gadał- Megan chce z tobą poplotkować...
-Dawaj mi ją! - Ucieszyłem się. Jej głos był tak delikatny, tak uspokajał. Kiedy ze mną rozmawiała, zapominałem o wszystkich złych rzeczach.
-Cześć Skarbeńku. - odezwała, a u mnie pojawił się 'banan na ryju'... Tak mówiły dzieci dwudziestego pierwszego wieku. Chciałem być modny! Nie? :D
-Cześć...- nie wymyśliłem dla niej ksywki...
-Jak tam w pracy?
-W porządku...- Opowieść o pracy lekarza. Nie zbyt ciekawa historia prawdę mówiąc. Oszczędzę wam tego cierpienia... Ale oszczędzę wam też długiej opowieści o... No bo (tłumacz się! Tłumacz łajzo! :D XD) Megan spytała mnie o dziewczynę.Czy jakaś mi nie wpadła w oko... No i... opowiedziałem jej o Ashley... i w ogóle. No. Oczywiście nie przy Nathanie... Wyszedłem do korytarzyka. Po rozmowie zacząłem sprzątać w domu. Wszystkie pudła zacząłem rozpakowywać, a ich zawartość ustawiać na odpowiednie miejsca w poszczególnych częściach mieszkania.
-Hej Ben- powiedział Nathan wchodząc do przedpokoju. Opróżniał właśnie zawartość jogurtu pitnego. Nie przebywa tutaj długo, a już wyszczupla mi lodówkę!
-Słucham cię.- mruknąłem obojętnie, zajęty swoją robotą.
-Powiedziałem wczoraj może coś nie tak?
-Nie. Tak dokładnie to ledwie mówiłeś. I w pewnych momentach przestawałem cię słuchać... Ale... Czekaj! Bardzo wczesnym rankiem wygoniłeś mnie po piwo do sklepu.
-I ty byłeś w monopolowym? Chodzisz tam tylko wtedy kiedy skończą ci się fajki i tylko w ostateczności kiedy...
-Wiem kiedy i poco chodzę do monopolowego. Aha! I idę tam tylko wtedy kiedy naprawdę chce mi się jarać!
-Nie musisz mi się tłumaczyć. Wystarczy powiedzieć.'Nie. Byłem w supermarkecie.'
   W odpowiedzi westchnąłem tylko i powróciłem do poprzedniej czynności.
    Zajęło mi to jakieś półtora godziny. Bez tych pudeł na środku przejścia było o wiele lepiej, a pomieszczenia wydawały się jeszcze bardzie wszechstronne. Pościeliłem jeszcze starannie łóżko, w miejscu w którym miałem zamiar umieścić Carly. Uświadomiłem w międzyczasie Nathana, że będzie musiał zostać na kanapie. Na szczęście, odpowiadało mu to. Nie wiem dlaczego, ale to, że moja 'siostra' - tak często na nią mówiłem- przyjeżdża strasznie mnie stresowało. A może... Eh. Najlepiej jest nie myśleć o tym co najgorsze. Bez złych myśli strasznie jarałem się i cieszyłem z jej przyjazdu. Mam czas wolny, nie chce mi się spać, się najadłem... Bieganie-siłka, bieganie- siłka, ... ... ... ... ... Kompromis biegnij na siłkę! :D
Tak, więc ubrałem się w taki jakby strój sportowy... Czarne dresy, czarne trampki, czarny koszulka typu 'bokserka'. Z przodu widniał szary napis 'C'mon'. Na modelach zwykle te koszuli wyglądały lepiej. Były... trochę bardziej obcisłe? Albo ze mnie był taki szczupak. Mówi się 'Najpierw masa, potem rzeźba' Ja jakoś ominąłem etap masy, ale i nie maiłem jakoś zjawiskowo umięśnionej sylwetki. Nie wyglądam jak model :(
   Ogarnij się tępa strzało... Dwadzieścia minut później znalazłem się na siłowni... I szło mi nieźle. Nie lepiej od mięśniaków podnoszących 200, ale wystarczyło na nich nie patrzeć i samopoczucie znów wzrastało.
   Mała, krótka pogawędka z Ashley przez telefon i wzrok znikał z innych kobiet, bo się chyba zabujałem... Ten świat schodzi na psy. Ben się zabujał i co gorsza się do tego przyznaje i co jeszcze gorsza nie próbuję sobie wmówić, że jest inaczej, choć... Sam nie wiem...


   Okej... Znoowu. Bardzoo. Dłuugaa. Pzreerwaa.... I tak nikt specjalnie zacięcie tego nie czyta, więc... :) Dla czytelników: Miłego Czytanie, a dla nie czytających: Zdajcie sobie sprawę z tego jakiego pecha macie... :D

Obserwatorzy